Logowanie

Nie dajmy się zabić we własnym domu

       To chyba nic dziwnego, że w styczniu sezon grzewczy w pełni. Dziwi natomiast coś innego… pomimo wielu nawoływań, apeli i ostrzeżeń chyba nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że niewłaściwa  eksploatacja urządzeń grzewczych może prowadzić do kłopotów a niekiedy także do tragedii. Strażackie statystyki właśnie w tym czasie notują zdarzenia, których przyczyn należy upatrywać  w nieprawidłowej eksploatacji lub wadliwym działaniu urządzeń grzewczych.  Z drugiej strony trzeba także dodać, że użytkownicy częsta sami dają asumpt nieszczęściu.

       Tylko w ostatnich dniach strażacy z powiatu kościańskiego wzywani byli do kilku pożarów sadzy w kominie. W jednym przypadku przewód pękł na całej długości. Dobrze, że pożar został zauważony wieczorem, bo gdyby doszło do niego w nocy los domowników byłby bardzo niepewny. Dym wydobywający się na kondygnację mieszkalną w nocy , gdy śpimy,  potrafi być szczególnie groźny
a statystyki notują przypadki wielu zatruć, w tym także śmiertelnych.

       W innym przypadku właściciel próbował wyręczyć kominiarza  i samemu oczyścić komin. Zabrał się do pracy korzystając z  długiej rury pcv. Jakież było jego zdziwienie jak po kilkunastu minutach rura stopiła się  a jej pozostałości całkowicie zaczopowały komin powodując silne zadymienie w mieszkaniu. Czy nie warto aby takie czynności powierzyć kominiarzowi? Czy ludzkie życie nie jest warte tych kilkudziesięciu złotych, które zapłacimy umorusanemu fachowcowi w charakterystycznym cylindrze?

      Przykład goni przykład a więc teraz kolej na coś z minionego poniedziałku. Strażacy  z KP PSP w Kościanie zostali wezwani do jednego ze sklepu. Ekspedientka zgłosiła silne zadymienie i pożar. Zagrożenie zostało szybko zażegnane przez ratowników. W czasie oględzin okazało się, że rura spalinowa z piecyka wstawionego do sklepu została zabudowana a wnętrze zabudowy wyłożono palną wykładziną pokrytą cienką warstwą folii aluminiowej. Ze względu na nieco niższą temperaturę
w niedzielę i w poniedziałek obsługa postanowiła „solidnie” napalić w piecu. Szybko zrobiło się gorąco, chyba nawet aż za bardzo, bo zapaliła się  palna okładzina oraz drewniana konstrukcja szkieletu ścianki działowej.

       I jeszcze jeden przykład z nocy  z poniedziałku na wtorek. Tym razem do jednej z miejscowości gminy Śmigiel udali się strażacy kilkoma wozami. Już samo  zgłoszenie było groźne. Mówiło o zadymieniu w domu jednorodzinnym, mieszkańcy czekali na przyjazd ratowników na balkonie oraz na podwórzu. W czasie zgłoszenia było słychać charakterystyczny dźwięk alarmu… To prawdopodobnie również systemowi  detekcji pożaru domownicy mogą zawdzięczać to, że żyją. Co tym razem  się okazało? Paliło się w kotłowni. Tlące się niewielkie ilości papieru i  ocieplenie wymiennika wody, topniejąca izolacja   instalacji elektrycznej  spowodowały takie zadymienie, że dorosła mieszkanka domu wraz z dzieckiem musieli uciekać na balkon.  W tym przypadku  z jednej strony nie można krytykować  właściciela, bo starał się utrzymać porządek w kotłowni, nie gromadząc w pobliżu  pieca opału.  Jednak nie można rozsądnym nazwać przechowywania  gorącego popiołu w pobliżu materiałów palnych. Resztę można sobie dopowiedzieć.

       To nie są historie zmyślone. To nie są zdarzenia z kilku lat. To przykłady tylko z ostatnich dni. Póki co wszystkie one kończyły się szczęśliwie. Ale jak często temu szczęściu pomógł przypadek? Ponownie apelujemy o rozwagę i uwagę podczas eksploatacji urządzeń grzewczych. Nic nie dzieje się samo. My jako ludzie mamy wpływ na bezpieczeństwo eksploatacji. Począwszy od przeglądów, przez stosowanie odpowiedniego opału, utrzymanie ładu i porządku w miejscu zainstalowania kotłów a także bieżące nadzorowanie ich działania. Czujność, przezorność, uwaga oraz ograniczone zaufanie to z pewnością nasi sprzymierzeńcy. Korzystając z okazji kolejny raz apelujemy także aby tego w naszych domach i mieszkaniach instalować czujki dymu i tlenku węgla. Nie dajmy się zabić we własnym domu! Z pewnością takie też przeświadczenie mieli mieszkańcy budynku w Głuchowie, których w nocy ze środy na czwartek obudziła czujka tlenku węgla. Okazało się, że alarm był jak najbardziej uzasadniony gdyż pod podłogą przy kominie tliła się jedna z belek. Ten przykład dobitnie pokazuje jak ważne jest to by jednak wsłuchiwać się w apele, porady i nawoływania. To może być warte naszego życia.

  • 20180118_1
  • 20180118_2
  • 20180118_3

Opracowanie: st. bryg. Andrzej Ziegler - KP PSP w Kościanie

Zdjęcia: archiwum KP PSP w Kościanie

Powrót